środa, 9 kwietnia 2014

Byłem w Niebie

"W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem."



Przypadkiem (?) do moich rąk trafiła książka Richarda Sigmunda "Byłem w Niebie". Pochłonąłem ją migiem, bo mimo że posiada ponad 220 stron, to jest wydrukowana dość dużą czcionką, a treść jest niebagatelnie wciągająca.

Nie jest to pierwsze dzieło literackie traktujące na temat życia po śmierci które miałem okazję poznać, ale pierwsze które tak obszernie i z detalami opisuje Królestwo Boże. Pastor Sigmund już od pierwszych stron, bez zbędnych wprowadzeń wrzuca nas na głęboką wodę: opis Nieba zaczyna się bardzo szybko.

Dzięki lekturze "Byłem w Niebie" zrozumiałem po co na Ziemi jest fizyka: jest dla nas ograniczeniem. Tam gdzie jest grzech - jest i śmierć, i właśnie są też prawa fizyki. A w Niebie ich po prostu nie ma, bo nie ma grzechu i nikt braku praw fizyki i jej ograniczeń nie wykorzystuje do niecnych planów.

Tak więc w Niebie wśród wielu wymienionych przez Pastora Sigmunda sytuacji, a które to sytuacje pozwolił mu zapamiętać Bóg, są te które przeczą całkowicie ziemskim prawom fizyki. A więc będziemy tam posiadać doskonałe ciała, podobne do ziemskich w wieku ok. 20-30 lat. Można tam oddychać pod wodą. Można na przykład zejść z tarasu znajdującego się na wysokości kilku pięter bezpośrednio na grunt - opadając z lekkością i gracją. Nie do opisania są dźwięki, kolory, zapachy i wymiary. A jak chcemy się gdzieś znaleźć a nie chce nam się przespacerować... wystarczy pomyśleć o tym miejscu i się jakby teleportujemy!

Richard Sigmund opisuje także architekturę Nieba, gdzie każdy najskromniejszy budynek gdyby istniał na Ziemi mógłby być tutaj zaliczony do grupy "7 Cudów Świata". Niebo jest niepojętym cudem, krainą niezliczoną ilość razy większą od Ziemi i wielowymiarową. Tak jak autor podaje na wstępie: nie do opisania, jednak stara się jak najwierniej opowiedzieć co przeżył i widział.

Miasta najczęściej wykonane są ze złota, kryształów, szlachetnych kamieni i z minerałów nieznanych śmiertelnikom. Jeden z domów których opis zapamiętałem najbardziej, było mieszkanie wydrążone w ogromnej perle, przygotowywane przez Anioły dla męczennicy o nazwisku Pearl.

Są też figury, gobeliny, posągi, fontanny i obrazy o niesamowitych właściwościach: są jakby... animowane. W Niebie jest niezliczona ilość ludzi i różnego rodzaju Aniołów. Są wysokie na ok. 4 metry konie... umiejące mówić. Ale największe wrażenie robi opis Sali Tronowej, czyli spotkanie z Bogiem Ojcem.

Nie zaprzeczam, że "Byłem w Niebie" czyta się z niedowierzaniem, jak jakąś wymyśloną fantasy. Jednak prócz zgodności opisu Królestwa Niebieskiego Richarda Sigmunda z Pismem Świętym, są także inne zgodności. Pastor Sigmund nie jest pierwszym i jedynym człowiekiem któremu Bóg okazał łaskę wejść do swojego Królestwa i wrócić do naszego marnego świata. Za każdym razem jednak takim ludziom nie pozwolono zapamiętać wszystkiego albo nie udzielono odpowiedzi na wiele pytań, nie wtajemniczono we wszystko, a pokazano tylko ułamek. Bo to nie jest wymiar dla śmiertelników!


Chciałbym nawiązać tylko do dwóch przypadków zgodności relacji pastora Sigmunda z innymi relacjami osób które powróciły na Ziemię po bezpośrednim spotkaniu z Chrystusem. Pierwszą osobą jest Colton Burpo, którego dzieje opisane są w książce "Niebo istnieje... Naprawdę!" a już 16 kwietnia 2014r. na ekrany kin wchodzi ekranizacja tych wydarzeń:

"Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach, jakie miały miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać."

Na książkę "Niebo istnieje... Naprawdę!" mógłbym poświęcić cały wpis, ale jest o tym dużo w Sieci, no i jest film fabularny, zapraszam więc do oglądania i czytania.

 

 

Drugi ale na pewno nie ostatni przykład zbieżności relacji Richarda Sigmunda z innymi osobami, które miały okazję opuścić ten świat jest Bill Wiese. W tym przypadku zbieżność dotyczy opisu piekła. W książce "Byłem w Niebie" jest bowiem też parę stron o tym, jak Pan Jezus pokazuje pastorowi Sigmundowi piekło. Porównajcie proszę tekst z  książki do świadectwa "23 minuty w piekle".


Richard Sigmund przed wizytą w Niebie miał już wcześniej różne wizje świata duchowego. Sam wypadek który spowodował jego śmierć na 8 godzin był dość dziwny... Samochód został zdruzgotany po zderzeniu z... niczym. Ciało Richarda miało być już szykowane do trumny, kiedy to zostało całkowicie uzdrowione w jednym momencie. Obecnie autor książki żyje i Mocą nadaną przez Chrystusa uzdrawia ludzi, czego dowodzą świadectwa umieszczone jako dodatek do książki. Może by tak ktoś zaprosił pastora do Polski?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz